Edukacja i nauczanie
Nauczycielka mojej córki zaczyna bardzo mocno działać mi na nerwy i jeśli tak dalej pójdzie, to na następnym spotkaniu rodziców otwarcie powiem co mi leży na wątrobie i co mi się nie podoba w jej sposobie wychowywania obcych dzieci. Jestem kobietą zapracowaną, która po powrocie z pracy do domu ma wiele obowiązków i zadań do zrealizowania. Niestety, nie zawsze mam czas, by usiąść z córką przy jej biurku i pomóc w nauce, zrobić projekt lub wyklejankę. Często zamiast iść spać do późnej nocy siedzę przy kuchennym stole, wyszywam, piszę lub tworzę coś, co córka musi następnego dnia koniecznie dostarczyć na zajęcia. Nie raz zdarzyło mi się nawet zasnąć nad robótką, a po przebudzeniu kontynuować pracę.

Rozumiem, że dzieci powinny ćwiczyć swoje umiejętności plastyczne, jednak jedna praca na tydzień, zadana na weekend, na pewno w zupełności by wystarczyła. Dziecko miałoby wtedy dużo czasu na zajęcie się zadaniem i nauczenie jak daną rzecz wykonywać samodzielnie. W przypadku gdy przeciętnie trzy razy w tygodniu trzeba coś zrobić, coś wyszyć lub namalować ani ja, ani moja córka nie mamy już czasu i siły na zajmowanie się tego typu obowiązkami, a jednak zrobić to trzeba.

Tym, co w szczególności działa mi na nerwy jest fakt, że nauczycielka córki, nauczyciel Rzeszów, ocenia prace nie dzieci, a ich rodziców. Pewnego razu moja córka postanowiła sama zrobić jaką wyszywankę, a gdy zaniosła efekt swojej wielogodzinnej, ciężkiej pracy do szkoły pani postawiła jej ocenę dostateczną. Inne dziewczynki, którym mamy pomogły w zadaniu domowym otrzymały oceny celujące. Czy to jest sposób na wychowanie?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *